Niby normalny dzień, lecz to tylko zwiastun
Było cicho, spokojnie... Wyszłam się przewietszyć, była dobra pogoda. Nie za zimno i nie dało się też ugotować. Chciałam się z kimś spotkać, gdzieś wyjść. Idę.
"SZELEST SZELEST SZELEST... SZELEST SZELEST" ...
-Kto tu... jest..? Halo? - Wyszeptałam, na początku cicho.
Cichy, skromny chłopak wyszedł, a nawet "wyskoczył" z krzaków, jedyne pytanie, które mi się nasuwało, to
"Kim jesteś?" - I tak właśnie zapytałam.
Tylko co on robił przed moim domem? Był lekko poszarpany.. o ile da się to tak nazwać. Miał rozdrapane usta. Zaprowadziłam go do siebie, poszedł bez większych sprzeciwów, w domu opatrzyłam mu rany..
Było dośc zabawnie, gdy tylko popsikałam go wodą utlenioną zaczął piszczeć i skakać.. Ciekawe, czy naprawdę tak bardzo go to bolało.
-Co mam z tobą zrobić? - Pytałam, bo czułam się bezradna w tej sprawie, nie chciałam się z nim za szybko żegnać. Był może.. o rok ode mnie młodszy?
Niedługo po tym...
Niedługo po tym zrobiłam mu pokój w mojej piwnicy, a przynajmniej na okres próbny. Zaprzyjaźniłam się z nim, chyba miał Amnezję. Niby dziwne, bo pojawił się jakby z nikąd i nawet nic mi nie wyjaśnił. Pytałam się, nie jeden raz, lecz zawsze po chwili zmieniał temat. Pomyślałam, że lepiej tego nie ciągnąć i nie pytać.
Od dłuższego czasu mieszkałam sama, a taka nagła zmiana w miły sposób przewróciła mój świat. No, bo - dlaczego by nie spróbować? Lepiej jest mieszkać z kimś. Tego chłopaka nazywałam Hotaru, co po Japońsku oznacza Świetlik... Jakoś tak ... mi się nasunęło.